Mimo mojej ogromnej motywacji, następny dzień po napisaniu miałam kiepski, a kolejny jeszcze gorszy (weszłam na wagę i chyba stąd złość i napad :(, ale to już się nie powtórzy). Przez swoje problemy zawaliłam już ten rok w szkole, teraz zawaliłam wszystko. Nie dałam rady iść na ślub koleżanki (na szczęście nie jakiejś super bliskiej) ani na imprezę do przyjaciółki (najbliższej). Jak tak dalej by poszło to nie wiem, co jeszcze mogę zawalić. Wczoraj się już ogarnęłam. Jak na mnie to mam ostatnio bardzo dużo ruchu - dużo chodzę, kręcę trochę tym hula hop, kupiłam sobie spodenki do biegania, różowe :) zaskoczyłam wczoraj sama siebie, bo nie sądziłam, że dam radę, ale przebiegłam wczoraj takim leciutkim truchcikiem chyba około 2 km. Nigdy nie umiałam biegać, więc jestem zadowolona. Mój pies był mniej zadowolony, kiedy nie mógł się zatrzymywać pod każdym drzewem :P jeszcze jakiś czas temu miałam super plany, że kiedy będę zdawać maturę, to będę już taka chuda jak chcę, a tu nic z tego. Ale walczę.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
czwartek, 26 kwietnia 2012
91.
Idzie mi całkiem nieźle. Mocno się zaparłam w swoich postanowieniach. I moja dieta (jak na mnie) jest nawet zdrowa - wcinam trochę warzyw, twaróg itp. Wiem, że to nie wzór, ale lepiej niż bywało ;) jeśli chodzi o spacery, to od przedwczoraj mam przymusowe - mój ukochany samochód się zepsuł. Ma 14 lat, jeżdżę nim od około 2,5 roku i pierwszy raz padł. Minus jest taki, że nie mam gdzie trzymać jedzenia :P bo zazwyczaj jak robiłam zapasy w Lidlu albo gdzieś, to zostawiałam wszystko w samochodzie i brałam zawsze tylko tyle ile mi potrzebne, żeby nie leżało w pokoju czekając na napad. Ale radzę sobie. Wiecie, że chyba od świąt nie wymiotowałam? Może raz, ale nie jestem pewna. To jakiś kosmos w ogóle! :):) Zostało mi 26 dni do ważenia, jestem pełna motywacji.
wtorek, 24 kwietnia 2012
90.
Ciekawe, ile ważę :P to nienaturalne dla mnie nie wchodzić na wagę kilka razy dziennie :P wczoraj i przedwczoraj wdrożyłam trochę ruchu, od dzisiaj zaczynam porządną dietę. Wymyśliłam trochę zasad.
1. Nie ważyć się.
2. Możliwie dużo chodzić pieszo (wczoraj poszłam do szkoły i z powrotem = 14 km :P).
3. Maksymalnie 1000 kcal. Chociaż wiem po sobie, że najlepiej się czuję kiedy jem około 700 - 800.
4. Możliwie jak najbardziej płynna dieta. Soki z Lidla wymiatają.
5. Nie zapominać, żeby oprócz soków pić coś zawierającego białko. Brak białka to najgorsze, co może być.
6. Odłożyć trochę pieniędzy na różne suplementy diety. Uwielbiam takie rzeczy, chociaż wiem, że aż tak bardzo nie działają.
7. Zacząć kręcić hula hop!
8. Nie wymyślać dziwnych rzeczy do jedzenia, jak na przykład posypywanie cappuccino odrobiną cukru, bo to zamiast zaspokajać mój apetyt na słodkie, w którymś momencie zaczyna mnie wkurzać i prowokuje do wpieprzania wszystkiego, co popadnie.
9. Wydrukować sobie w końcu jakieś thinspiracje, bo moja motywacja gdzieś chwilowo wyparowała.
Jeśli mi się jeszcze coś przypomni to dopiszę. Kupiłam sobie bardzo smaczną herbatę ananasową. Oczywiście napisane jest, że wspomaga odchudzanie ;)
1. Nie ważyć się.
2. Możliwie dużo chodzić pieszo (wczoraj poszłam do szkoły i z powrotem = 14 km :P).
3. Maksymalnie 1000 kcal. Chociaż wiem po sobie, że najlepiej się czuję kiedy jem około 700 - 800.
4. Możliwie jak najbardziej płynna dieta. Soki z Lidla wymiatają.
5. Nie zapominać, żeby oprócz soków pić coś zawierającego białko. Brak białka to najgorsze, co może być.
6. Odłożyć trochę pieniędzy na różne suplementy diety. Uwielbiam takie rzeczy, chociaż wiem, że aż tak bardzo nie działają.
7. Zacząć kręcić hula hop!
8. Nie wymyślać dziwnych rzeczy do jedzenia, jak na przykład posypywanie cappuccino odrobiną cukru, bo to zamiast zaspokajać mój apetyt na słodkie, w którymś momencie zaczyna mnie wkurzać i prowokuje do wpieprzania wszystkiego, co popadnie.
9. Wydrukować sobie w końcu jakieś thinspiracje, bo moja motywacja gdzieś chwilowo wyparowała.
Jeśli mi się jeszcze coś przypomni to dopiszę. Kupiłam sobie bardzo smaczną herbatę ananasową. Oczywiście napisane jest, że wspomaga odchudzanie ;)
niedziela, 22 kwietnia 2012
89.
Wczoraj sobie pojadłam. W kawiarni, w kinie (z moim kochaniem). Jadłam dobre rzeczy (trochę tylko za dużo pieniędzy wydałam). Nie wyrzygałam, nie wzięłam senefolu. O dziwo, skorzystałam rano z toalety i nie czuję się wypchana. O dziwo, ważę tyle samo, co wczoraj.
Nazwijmy moją wagę x +3,5 kg.
Nie będę się teraz ważyć przez miesiąc. Nie będę się denerwować. Zwłaszcza przed maturami :P
Po maturach (równo za miesiąc mam ostatnią) chcę ważyć x. Realny cel. Wtedy zrobię sobie tatuaż.
Ogółem muszę mniej się przejmować, bo to rodzi problemy.
Ponazywałam te wagi iksami nie dlatego, że je przed wami ukrywam czy coś, tylko sama nie chcę na nie patrzeć, włączam spokój absolutny ;)
Będę chodzić z psem na spacery. Będę kręcić hula hop.
Nazwijmy moją wagę x +3,5 kg.
Nie będę się teraz ważyć przez miesiąc. Nie będę się denerwować. Zwłaszcza przed maturami :P
Po maturach (równo za miesiąc mam ostatnią) chcę ważyć x. Realny cel. Wtedy zrobię sobie tatuaż.
Ogółem muszę mniej się przejmować, bo to rodzi problemy.
Ponazywałam te wagi iksami nie dlatego, że je przed wami ukrywam czy coś, tylko sama nie chcę na nie patrzeć, włączam spokój absolutny ;)
Będę chodzić z psem na spacery. Będę kręcić hula hop.
sobota, 21 kwietnia 2012
88.
Mam ochotę zjeść czekoladę. Nie całą, może być kawałek. Gdybym była normalna, to bym zjadła i już. Byłabym od tego szczęśliwsza. Ale nie. Teraz gdybym zjadła kawałek, miałabym do siebie pretensje, że to zrobiłam, że znowu odkładam chudnięcie na później. Więc bym się zdenerwowała, zjadła całą czekoladę, później następną, kiedy skończyłyby się słodycze zaczęłabym sobie robić kanapki, płatki, później jakąś kaszę, na końcu wpieprzałabym masło z cukrem, jogurt z dżemem, zagryzałabym kanapkami z serem i musztardą. Wymiotowałabym albo wzięłabym senefol (tak ze 20 tabletek), albo jedno i drugie. Następnego dnia źle bym się czuła, głodowałabym. Zaczęłabym już być z siebie zadowolona, aż znowu naszłaby mnie na coś ochota. I tak od nowa. Mam dość. Przeklinam dzień, w którym to wszystko się zaczęło. Przeklinam dzień w którym przestałam dobrze czuć się sama ze sobą, kiedy ta głupia czekolada czy inna drobnostka przestały mnie uszczęśliwiać. Ja już naprawdę nie mam siły :(
87.
Cóż, trochę zawaliłam wtedy, ale to była jednorazowa porażka, wczoraj już utrzymałam dietę. Byłam na fashionweek, bo pracowałam w obsłudze i widziałam te wszystkie chude modelki jak się przygotowywały do wyjścia na wybieg. A najchudsza z nich w pewnym momencie przyniosła sobie wielką bułę i zjadła. Czy to możliwe? Czy może zaraz poszła do toalety się jej pozbyć? Tak czy siak, widok tych super chudych lasek podziałał na mnie motywująco.czwartek, 19 kwietnia 2012
86.
Jestem bliska zawalenia. Już byłam w kuchni, kręciłam się tam, wylizałam słoiczek po dżemie, który stał na blacie, wzięłam na palec kapusty z patelni. Trzy razy obejrzałam czekoladę, która leży w szafce. Nie wolno, nie wolno, nie wolno. Mam ochotę się nawpierdalać i wymiotować do nieprzytomności. Pffff, ja jestem gotowa nawet opić się wodą, byle móc wymiotować. Chcę wymiotować, wymiotować. Nie robiłam tego od jakiegoś tygodnia - to mój rekord. Muszę wyjść z domu, wytrzymam, wytrzymam. Powiedzcie mi, że wytrzymam.
środa, 18 kwietnia 2012
85. boczki!
Jest naprawdę dobrze. Ostrzegałyście mnie, że spowolni mi metabolizm, ale jak na razie wreszcie korzystam z toalety jak normalny człowiek, codziennie (!) rano. Wcześniej bez pomocy Senefolu mogłam nie korzystać nawet przez dwa tygodnie. A napoju białkowego na razie nie kupię, bo kupiłam sobie bluzkę i się totalnie spłukałam. Mój samochód ma tak mało benzyny, że już nie powinien jeździć, ale nawet nie mam na bilety (ani na mandat w przypadku jazdy na gapę :P), więc mam nadzieję, że pojeździ jeszcze do końca tygodnia ;)
Muszę wrócić do kręcenia hula hop, bo inaczej to mogę sobie chudnąć w nieskończoność, a boczki i tak nie znikną ;) o wadze napiszę za jakiś czas, bo jeszcze nie mogę na nią patrzeć :P trzymajcie się chudo! :*:*
Muszę wrócić do kręcenia hula hop, bo inaczej to mogę sobie chudnąć w nieskończoność, a boczki i tak nie znikną ;) o wadze napiszę za jakiś czas, bo jeszcze nie mogę na nią patrzeć :P trzymajcie się chudo! :*:*
wtorek, 17 kwietnia 2012
84.
Ten blog uzależnia ;) w ogóle, to czuję się już trochę jakbym miała drugą tożsamość. Jedną taką normalną, a drugą związaną właściwie tylko z odżywianiem. Płynna dieta jest o tyle dobra, że jeśli mówię sobie, że nie będę jadła niczego, to nie będę jadła niczego. Dużo łatwiejsze niż jeść niewiele. Planuję pić soki (marchwiowo - owocowy z Lidla) przez tydzień, później może znów kupię napój białkowy, jeśli będę miała trochę pieniędzy luźniejszych. I jeśli zacznę jeść, to może coś mocno błonnikowego, bo mam ochotę na jakąś bułkę pełnoziarnistą, musli, coś w tym stylu. A jeśli chodzi o soki, to przywiozłam sobie od babci trochę ogórków kiszonych, może będę piła trochę wody od tych ogórków, podobno taka woda, podobnie jak od kapusty, pomaga oczyszczać organizm. Waga mi już trochę spadła, ale na razie nie mam się czym chwalić, bo startowałam teraz z najwyższej wagi od ponad roku. Dam znać, kiedy cyferki na wadze zaczną mi się podobać ;)
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
83.
Dieta sokowa całkiem mi odpowiada :) chociaż oczywiście nie zrezygnowałam z kawy. Wczoraj miałam straszną pokusę, kiedy wróciłam z kościoła, w całym domu pachniało ciastem, które upiekła moja mama. Nie mogłam zasnąć, tak mnie nęciło, chyba ze trzy razy wstawałam i wracałam do pokoju, walcząc ze sobą. A na koniec najgorsze - śniło mi się że jadłam to ciasto. I do ostatniej chwili nie wiedziałam, czy naprawdę je zjadłam, czy to był tylko sen. A bałam się podczas tego snu tak bardzo, jakby mi się co najmniej jakiś pożar albo wojna śniły. Teraz ciasto nadal stoi w kuchni, ale już mnie tak nie nęci. A jeśli chodzi o tatuaż, to chcę mieć tropikalnego motyla na plecach. Takiego, żeby się kojarzył ze słońcem, kwiatami, kolorami. Nie kojarzcie go tylko ze światem odżywiania (chociaż to oczywiście wspaniała motywacja). Taki motyl kojarzy mi się z wieloma rzeczami, jak choćby z tym, że życie jest krótkie, z gorącym latem, z dobrymi rzeczami ;)
niedziela, 15 kwietnia 2012
82.
Co racja, to racja - odwiedzanie was, kiedy ma się bloga na blogspocie jest znacznie łatwiejsze, bo od razu widzę, która z was napisała coś nowego :) moja dieta ma się w miarę dobrze - co prawda wczoraj było źle, ale to i tak od świąt wychodzi 5 dni dobrych i tylko 1 zły. Mam poza tym jeszcze jedną motywację - chcę sobie zrobić tatuaż, ale dopiero kiedy już schudnę. Skończył mi się dzisiaj napój białkowy, ale ma to swoje dobre strony, może przestawię się teraz trochę na soki. Od jakiegoś czasu też znów spotykam się z moim kochaniem. Nie wiem, jak będzie, ale mam nadzieję, że dobrze - tak jak było zanim jakiś rok temu przestaliśmy się dogadywać. Trzymajcie się wszystkie chudo! :*czwartek, 12 kwietnia 2012
81.
Hej. Oto bridget na blogspocie. Już mi się tęskni za tamtym blogiem, ale niestety, ilość błędów na onecie była niemożliwa do zniesienia. Nie mogę ogarnąć tego blogspota, niektóre wasze blogi mi się dziwnie zapisały, pod dziwnymi nazwami - przepraszam za to, nie umiem jeszcze nad tym zapanować. Jeśli któraś z was mi się zapodziała przy tej przeprowadzce, to proszę nie obraźcie się na mnie i napiszcie mi o tym. Przenoszenie bloga zajęło mi strasznie dużo czasu. Jeśli chodzi o dietę, to nie jem w sumie aż tak mało, bo ten napój białkowy jest kaloryczny - wychodzi jakoś blisko 1000 kcal dziennie. Trzymajcie się ciepło, mam nadzieję, że szybko się zorientuję w nowym blogu! :*:*
Subskrybuj:
Posty (Atom)






