Zrobiłam trochę porządku na liście blogów, mam nadzieję, że żadna z was mi się przy okazji nie zagubiła - gdyby tak było, przypomnijcie o sobie ;) szkoda, że tyle motylków już nie prowadzi bloga - zawsze mam dylemat, czy usuwać takie blogi z listy, przeważnie je zostawiam na wszelki wypadek. Jutro startuje październik, ja nadal nie zobaczyłam na wadze 59, mimo że się staram :( może jutro! Byłoby to wspaniałe rozpoczęcie miesiąca. Muszę znaleźć sobie na jutro jakieś ubrania, które mnie optycznie wyszczuplą, nie chcę, żeby moi znajomi zauważyli, że mi się utyło. Muszę jeszcze dzisiaj trochę sprzątnąć, może trochę zadbać o samochód, bo jest brudny, i już będzie perfekcyjnie.
niedziela, 30 września 2012
sobota, 29 września 2012
152. zasady
Napisałam notkę rano, ale nie miałam dostępu do internetu.
Dieta.
Limit kaloryczny – około 800 kcal.
Joga dwa razy w tygodniu.
3 razy w tygodniu bieganie lub inna aktywność fizyczna.
Zakazane produkty: produkty zbożowe, słodycze, piwo, sól.
Zakazane jedzenie po 22.
Bez wymiotowania. Gdyby już mi się to zdarzyło – nie jem
dalej, tylko myję zęby i zajmuję się czymś innym. Bez senesu – chyba, że w
razie potrzeby zgodnie z ulotką.
Poza dietą.
Okienka między zajęciami spędzam pożytecznie- uczę się,
ewentualnie czytam książki, idę na fitness, spotykam się z kimś itd.
Spędzam w internecie godzinę dziennie (nie licząc nauki), w
tym ogarniam bloga.
Uczę się rosyjskiego, żeby go nie zapomnieć.
Przypominam sobie niemiecki.
Nie odpuszczam żadnej imprezy ;)
Robię notatki.
Utrzymuję porządek.
Staram się spać chociaż 4 godziny dziennie.
Pilnuję swoich finansów, które obecnie są w opłakanym
stanie.
Nie spóźniam się.
Jeśli wszystko dobrze zorganizuję, ten rok powinien być
zajebisty.
piątek, 28 września 2012
151. nowe
Nie było mnie 10 dni, a czuję się jakby minęło kilka miesięcy. Zaczyna się październik! Studia! Co prawda mam kiepski plan zajęć - więcej okienek niż zajęć, ale i tak się nie mogę doczekać :P mam nadzieję zacząć październik z wagą 59 (dzisiaj było 60,1 - czyli spada, bo było już jakieś 62), a później październikowe wyzwanie. Umówione z Jeu, że chudniemy przynajmniej 3 kg. Mam nadzieję, że uda się 4 ;) dzisiaj ogarnę wasze blogi, a jutro przed wyjściem na uczelnię postaram się dodać zasady, jakie będą mnie obowiązywać w październiku. Przerwa w blogowaniu dobrze mi zrobiła, dwudniowa wycieczka do Wrocławia i z powrotem też - przerwałam pasmo niepowodzeń. Stęskniłam się za wami! :* Październiku, nadchodzę!
Uwielbiam ten obrazek, uwielbiam.
Uwielbiam ten obrazek, uwielbiam.
wtorek, 18 września 2012
150.
Raz lepiej, raz gorzej. Nie mam ostatnio nabożeństwa do blogowania, dlatego tak rzadko się pojawiam. Na pewno wrócę niebawem, muszę trochę odpocząć. Czekam z niecierpliwością na październik.
piątek, 14 września 2012
149.
Powolutku udaje mi się ogarnąć. Waga nadal stoi w miejscu, ale myślę, że lada dzień odnotuję jakiś spadek. Do końca września chciałabym zobaczyć 57 kg. Wtedy zacznie się rok akademicki i będzie z górki. I wiecie, co? Skończyła mi się taka nieopanowana ochota na słodycze. Oczywiście gdyby ktoś postawił przede mną jakieś słodycze, to na pewno miałabym ochotę je zjeść, ale myślę, że byłabym w stanie zjeść jedną czekoladkę i na tym poprzestać.
Tak czy siak zamierzam wyrzucić ze swojego jadłospisu większość węglowodanów: słodycze, owoce, pieczywo, owsianki i inne zboża. Co będę jeść - ryby, warzywa, drób, sery itp. Ostatnio moim ulubionym daniem jest kawałek ryby/ wędliny/ sera - w zależności od tego, co mam w lodówce - usmażony z warzywami na patelnię. Rodzice wyjeżdżając zostawili mi całą zamrażarkę warzyw na patelnię. Szkoda, że zaprzepaściłam tyle czasu idealnego na odchudzanie, ale nic już na to nie poradzę - więc po prostu biorę się za siebie.
U mnie w pokoju panuje już prawie taki porządek jaki chciałam, zostało mi jeszcze tylko kilka szuflad do uporządkowania. Posegregowałam skarpetki i udało mi się skompletować ponad 50 par skarpetek. Jak doliczyć do tego rajstopy, podkolanówki, stopki i pończochy, to wyszłoby pewnie, że przez pół roku nie musiałabym robić prania :P
Mam też postanowienie 'staroroczne' - do Nowego Roku 109 dni. Niech to będzie 109 dni bez zawalania. Diety, porządku, obowiązków. Nie mam tu na myśli przekroczenia limitu o 100 kcal, czy nie pościelenia łóżka raz na jakiś czas. Myślę, że wiecie, o co mi chodzi - wszystko musi być tak dobrze jak tylko potrafię, albo i lepiej ;)
Tak czy siak zamierzam wyrzucić ze swojego jadłospisu większość węglowodanów: słodycze, owoce, pieczywo, owsianki i inne zboża. Co będę jeść - ryby, warzywa, drób, sery itp. Ostatnio moim ulubionym daniem jest kawałek ryby/ wędliny/ sera - w zależności od tego, co mam w lodówce - usmażony z warzywami na patelnię. Rodzice wyjeżdżając zostawili mi całą zamrażarkę warzyw na patelnię. Szkoda, że zaprzepaściłam tyle czasu idealnego na odchudzanie, ale nic już na to nie poradzę - więc po prostu biorę się za siebie.
U mnie w pokoju panuje już prawie taki porządek jaki chciałam, zostało mi jeszcze tylko kilka szuflad do uporządkowania. Posegregowałam skarpetki i udało mi się skompletować ponad 50 par skarpetek. Jak doliczyć do tego rajstopy, podkolanówki, stopki i pończochy, to wyszłoby pewnie, że przez pół roku nie musiałabym robić prania :P
Mam też postanowienie 'staroroczne' - do Nowego Roku 109 dni. Niech to będzie 109 dni bez zawalania. Diety, porządku, obowiązków. Nie mam tu na myśli przekroczenia limitu o 100 kcal, czy nie pościelenia łóżka raz na jakiś czas. Myślę, że wiecie, o co mi chodzi - wszystko musi być tak dobrze jak tylko potrafię, albo i lepiej ;)
wtorek, 11 września 2012
148.
Tak strasznie nie mogłam się ogarnąć. Na szczęście nie przytyłam, ale i nie schudłam. Dlaczego piszę dzisiaj? Bo wczoraj był pierwszy całkiem udany dzień - zjadłam mało i jeździłam na rolkach. Dzisiaj normalnie poszłabym na jogę, ale trenerki nie ma i zajęcia będą dopiero w piątek. Postaram się zamiast tego pójść na fitness, pobiegać albo pojeździć na rolkach. Obiecuję, że wieczorem ogarnę wasze blogi, kochane. Bo czytam je obecnie na wyrywki i nie komentuję. Ale to się zmieni. Muszę też zawiązać sobie nową czerwoną niteczkę na nadgarstku, bo stara się zniszczyła. Może jakąś w innym kolorze? Ja i tak będę przecież wiedziała, o co chodzi. Popatrzę po szufladach i może sklecę coś ładniejszego niż sama niteczka. Będę dziś sprzątać przez większość dnia, bo bałagan powoduje u mnie najgorsze odczucia. Nawet myśli samobójcze, kiedy czuję, że nie panuję nad swoim życiem. Chociaż oczywiście bym tego nigdy nie zrobiła - moja religia mi na to nie pozwala. To nawet zabawne - że kiedy mam napad, to jem wszystko nawet nie patrząc na to, co to jest i nie potrafię się pohamować. Ale w piątek nigdy nie zjadłam mięsa, potrafiłam się powstrzymać. To może drobiazg, ale dowodzi jednego - wszystko da się powstrzymać, to zależy tylko od motywacji.
Trochę ten post bez ładu i składu - jak mój mózg obecnie.
Trochę ten post bez ładu i składu - jak mój mózg obecnie.
wtorek, 4 września 2012
147.
Dzisiejszy post już trochę bardziej konstruktywny. Waga z rana 60.1. Równie dobrze mogłoby być milion :P oczywiście mam nowy plan odchudzania, mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze wierzy w to, że tym razem się uda. Mój dzienny limit to od dzisiaj 600 kcal, a drugie tyle postaram się spalać na ćwiczeniach. Oprócz weekendów, bo wtedy nie chodzę na fitness, w weekendy postaram się robić albo głodówki albo jakieś dni oczyszczające, np. sam kefir albo same grapefruity. Jeśli zawalę, to ukarzę się nie idąc na immatrykulację 1 października. Więc nie mogę zawalić. Najpierw chciałam ustalić sobie jakieś minimum kilogramów, które muszę zrzucić, ale tak chyba będzie lepiej. Ponadto przewiduję dla siebie nagrody za zrzucone kg :) Kiedy zobaczę na wadze 58 kg, zamówię sobie sukienkę (oczywiście w najmniejszym rozmiarze, w który jeszcze niedawno się mieściłam :( ), 56 kg - kolejny kolczyk, tym razem chyba przez skos ucha, 54 kg - zmienię kolczyk w pępku na taki śliczny, który kupiłam w Bułgarii, 52 kg, to chyba najzabawniejsza nagroda, ale chcę wtedy jakoś zagadać (może gdzieś zaprosić?) chłopaka, który mi się podoba. A kiedy osiągnę 49, najpóźniej do końca roku i utrzymam je do przyszłego lata, to zrobię sobie drugi tatuaż, już nie mogę się doczekać. Powoli nadrabiam też zaległości na waszych blogach :)
poniedziałek, 3 września 2012
146. powrót i nauczka
Miał być zajebiście pozytywny post po powrocie. Niestety z wyjazdu wyciągnęłam gorzką lekcję. Nigdy, przenigdy dwie rzygające dziewczyny nie powinny jechać razem na wakacje. Przez pierwsze kilka dni było super, na wadze widziałam już 53 kg. A później zaczęłyśmy rozmawiać, co byśmy zjadły. I zaczęłyśmy jeść i wymiotować na zmianę. Każdego następnego dnia obiecywałam sobie, że już tego nie zrobię. Ale trudno było odmówić, kiedy przyjaciółka mówiła o jedzeniu, więc zawaliłam właściwie cały wyjazd. Pod koniec już nawet nie zakładałam za bardzo kostiumu kąpielowego. A na domiar złego po powrocie złapałam jakieś paskudne przeziębienie, więc zamiast iść od razu na fitness i zrzucać te wstrętne kilogramy, leżałam półprzytomna w łóżku i jadłam słodycze. Efektem jest najwyższa waga jaką widziałam od półtora roku, płakać mi się chce, kiedy to piszę. Ważę ponad 60 kg. Nie mogę na siebie patrzeć. Nie mogę przestać myśleć o tym, co straciłam zaczynając jeść i rzygać na wyjeździe. Tak się zastanawiam czasami, czy moja koleżanka nie wie o moim blogu, w końcu też się interesuje taką tematyką. Cóż, jeśli wie i to czyta - to wiedz, że strasznie żałuję, że dałam się namówić na to całe żarcie. Dawno nie czułam się tak strasznie, na domiar złego przestałam się mieścić w sporą część ciuchów. Wróciłam we wtorek, a do tej pory nie miałam siły napisać postu. Wchodziłam na wasze blogi, ale nie miałam siły zostawiać komentarzy. Nie wiem, jak się pozbierać. Bo nawet jeśli teraz uda mi się trzymać dietę, to i tak będę gruba. I to jeszcze bardzo długo. Postaram się was dzisiaj albo jutro poodwiedzać :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)










