Czwartek zaliczony, z piątkiem gorzej, bo oblewałam wyniki matur. Ale też nie było jakoś źle, więc po prostu prowadzę dietę dalej. Cośtam schudłam, ale zważę się jutro, bo dzisiejsze pomiary mogły być trochę zakłamane z powodu lekkiego kaca. Dzisiejszy limit 400 kcal, jutro głodówka. Do tego dochodzi oczywiście sporo kawy z mlekiem. Może teraz odstawię trochę kawę, bo chce sobie odnowić wybielenie zębów. Trzymajcie się chudo :*
Och, i polecam własnoręcznie robiony shake pomidorowy. Wystarczy pokroić dwa pomidory w kostkę, dodać łyżeczkę musztardy, kilka kropel tabasco i łyżkę octu jabłkowego i zmielić to wszystko blenderem :)
sobota, 30 czerwca 2012
czwartek, 28 czerwca 2012
110.
Dzień drugi zaliczony, plus jakieś 15 km chodzenia i 20 minut biegania. Dzisiaj zaczęłam dzień od zielonej herbaty, zaraz idę z przyjaciółką na kawę (jak prawie zawsze duża latte z chudym mlekiem :P). Dzisiejszy limit 400. Ale powinno nie być zbyt trudno, bo pozbyłam się już chyba wszystkich rzeczy, które mnie kusiły. Wczoraj wieczorem było najgorzej, bo jak wróciłam do domu, to patrzę, a tu wielka miska truskawek. Ale zjadłam ze trzy i na tym się skończyło. Waga bez zmian. Mam nadzieję, że szybko się coś ruszy, bo jestem niecierpliwa. Ale na pewno się nie poddam.
środa, 27 czerwca 2012
109. wreszcie
W końcu wczoraj mi się udało. Co prawda nie same płyny, bo mama mnie poprosiła o zjedzenie jakiegoś szpinaku z lodówki, ale mimo to dałam radę w limicie 800. Dzisiaj 600, musi się udać. Nie ma mowy o porażce. Wczoraj byłam z psem na spacerze i tak w pewnym momencie aż się przeraziłam, kiedy dotarło do mnie, jak bardzo jest już późno. 8, 22 i 28 lipca są wydarzenia, które mnie motywują. A w sierpniu wyjeżdżam na wakacje - to chyba oczywiste, że muszę być tam chuda :P dzisiaj ważyłam 56,8 (nawet nie wiecie jak ciężko mi się do tego przyznać, jak i do tego, że wczoraj było jeszcze więcej). Liczę na to, że 8 lipca mogłabym ważyć maksymalnie 55, do 22 53, a do 28 52. Czy to realne? Zamierzam trzymać się limitów mojej diety i dużo dużo biegać. W nowych butach przedwczoraj pobiłam swój rekord - biegłam 26 minut. Wczoraj nie biegałam, bo wieczorem byłam bardzo zajęta, a biegam właśnie wieczorami. Ale jeździłam rano z pół godziny na rolkach, niestety koło mojego miejsca zamieszkania w parku są okropne chodniki po których się nie da jeździć, a po ścieżce rowerowej nie przepadam, bo są tuż przy ulicy. Dziś wieczorem na pewno pójdę biegać, może uda mi się pobiec jeszcze kawałek dalej. Ostatnio już w ogóle nie miałam żadnych zakwasów ani nic. Mam nadzieję, że schudnę w takim tempie, jak planuję. Trzymajcie się chudo! :*
niedziela, 24 czerwca 2012
108.
Aaaaaaaaaaaa, porażka. Dużo imprezowania, dużo jedzenia przez całe dwa dni, fuuuuu. Kilogramy przybywają, a lato się zbliża.
Znów jestem skłócona z chłopakiem.
Dzisiaj kupiłam buty do biegania, są całkiem ładne (jak na sportowe buty :P). Dzisiaj trzymam dietę. Zaczynam swoją dietę od nowa. Schudnę! przez pierwszy tydzień tylko płyny w limitach mojej diety, może wtedy się ogarnę.
Znów jestem skłócona z chłopakiem.
Dzisiaj kupiłam buty do biegania, są całkiem ładne (jak na sportowe buty :P). Dzisiaj trzymam dietę. Zaczynam swoją dietę od nowa. Schudnę! przez pierwszy tydzień tylko płyny w limitach mojej diety, może wtedy się ogarnę.
środa, 20 czerwca 2012
107. bilanse, kawa i wyzwania
Wczorajszy bilans - niecale 500 kcal/800. Dzisiaj mysle ze bedzie 600/600, bo zamiast normalnej kawy z chudym mlekiem kupilam trzy takie saszetki 3 w 1. Ta kawa, ktora stoi u mnie na dzialce jest tak okropna, ze mialam jej dosyc, a na sloik kawy mnie nie stac, bo mam w tej chwili w portwelu niecale dwa zlote. Przydalaby sie wycieczka do banku. Brakuje mi tu mojego wspanialego ekspresu do kawy, ale nie zabiore go z domu na dzialke, bo byloby to zbyt wielkie przedsiewziecie. Jak bede w rossmanie to kupie sobie takie saszetki slimming coffe, sa smaczne tanie i maja tylko o 10 kcal wiecej niz moja normalna kawa. Jesli chodzi o ruch, to staram sie biegac codziennie i idzie mi to coraz lepiej. Co prawda te 20 minut, o ktorych myslalam, jest jeszcze w sferze celow do osiagniecia, ale jestem juz w stanie dobic do 15, wiec nie jest juz tragicznie. A jutro sprobuje sie zlamac i biec 20 minut. Ponadto skacze troche na skakance i chodze z psem. W piatek bedzie proba ogniowa mojej diety, bo ide na uroczysty obiad do restauracji (zwiazany z egzaminem mojej mamy). Limit na piatek wynosi 200 kcal, wiec w razie kryzysu zamienie go z limitem sobotnim (400). Przepraszam, ze nie ogarniam teraz wszystkich waszych blogow, ale na niektorych z telefonu nie udaje mi sie dodac komentarza, a niektore sie nie chca otwierac. W weekend zrobie na blogu porzadek. Trzymajcie sie chudo:*:*:*
wtorek, 19 czerwca 2012
106.
Dzisiaj mam jakis gorszy nastroj, wczoraj tez bylam podenerwowana caly dzien i niestety skonczylo sie to jedzeniem. Zjadlam wczoraj naprawde duzo. Mimo to nie jest zle. Na caly tydzien schrzanilam tylko dwa dni, a dzisiaj jest wtorek, wiec od nowa zaczynam moja diete. Bdzie dobrze, jestem zmotywowana. Chcialabym chyba wrocic na troche do domu, ale moge dopiero w weekend, bo do piatku moja mama przygotowuje sie do egzaminu, wiec na reke jej jest, ze razem z psem jestem na dzialce i ma cisze i spokoj w domu. Jeszcze jedna rzecz - jak sie wazylam ostatnio w domu, to wyszlo ze moja waga startowa teraz byla jeszcze kilogram wyzsza niz myslalam, ale czuje ze mimo tych zawalonych dni moze z pol kilo juz spadlo. Trzymajcie sie kochane :*
piątek, 15 czerwca 2012
105. nadal poza domem oraz dieta
Nadal jestem na dzialce, dlatego kolejny post bez polskich znakow itp. Nawet jesli sie pomyla, to backspace mi tu nie dziala, wiec musze sie starac na biezaco nie robic bledow. Wczoraj odnowilo mi sie zapalenie ucha i zawalilam troche diete, moje kochanie podsunal mi kisiel na pocieszenie i sie po tym troche poddalam, dlatego zamierzam do konca tygodnia kontynuowac diete bez zmian, a od kolejnego wtorku zaczac od poczatku. Wizyta u fryzjera dopiero kiedy przejde pierwszy tydzien bez wpadki.
moja dieta:
1. 800 2. 600 3. 400 4. 200 5. 400 6. Glodowka
7. 600 8. 400 9. 200 10. Glodowka 11. Monodieta 12. Monodieta 13. Glodowka
14.400 15. 200 16. Glodowka 17. 200 18. 400 19. 400 20. Glodowka
21. 600 22. 400 23. 400 24. 200 25. 200 26. 600 27. Glodowka
28. 800 29. 600 30. 400 31. Glodowka 32. Monodoeta 33. Monodieta 34. Glodowka
monodieta oznacza dzien na samych jablkach lub na przyklad na samym kefirze
jedyne dozwolone slodycze to gorzka czekolada i bakalie (oczywiscie liczone do bilansu)
do bilansu nie wliczam: pomidorow, ogorkow i kawy z chudym mlekiem
do diety dodaje ruch: codziennie spacer, 5 razy w tygodniu skakanka - tyle ile dam rade, 4 razy w tygodniu bieganie (20 minut? Jeszcze nie wiem).
Koniec przynudzania ;) odwiedze was w miere mozliwosci z telefonu, bo sie stesknilam :*
wtorek, 12 czerwca 2012
104. porazkom stop! bridget will be skinny!
niestety do tej pory moja dieta to byla jedna wielka porazka. w ogole teraz pisze posta z telefonu, bo skonczyl mi sie jakis czas temu internet, i obsluga blogspota przez telefon to masakra. wracajac do diety - skoro moglam kiedys schudnac 20 kg, to dlaczego teraz radze sobie tak beznadziejnie? od swojej najnizszej wagi przytylam juz sporo, jestem na najlepszej drodze do zostania wielorybem. ale dosyc tego! wierzycie jeszcze we mnie? zaczynam chyba po razsetny. ale mam plan. nie jest zdrowy, ale mysle ze skuteczny. zmiksowalam wszystkie motylkowe diety i powstalo bridget 34. chce w ciagu 5 tygodni schudnac 4 kg i wtedy zostanie mi jeszcze ze 2 kg do mojego ostatecznego celu ktory wynosi 49 kg. zamieszcze moja diete jak tylko bede w domu (czyli moze dzisiaj). musze schudnac przed wyjazdami podczas ktorych bede chodzic pewnie w kostiumie itd. opracowalam tez system nagrod, tzn jak zawale to na przyklad nie pojde do fryzjera (a moje wlosy wolaja juz o pomste do nieba). jak tylko wroce do domu, to dodam bardziej sensowna notke i was odwiedze. musi sie udac, , musi!!!!
piątek, 1 czerwca 2012
103.
Przyjechałam do domu, ale niestety, ponieważ dwa dni zawaliłam, to zważę się dopiero w niedzielę. Kurczę, tak dobrze mi szło. Było 8 dobrych dni, a później dwa zawalone. Jem, kiedy się zdenerwuję, muszę nad tym zapanować. Wczoraj było już lepiej. Mam teraz nadzieję, że uda mi się wytrzymać więcej niż 8 dni. Zastanawiam się, czy nie zrobić sobie takiej diety owocowo płynnej, tzn kg dowolnych owoców dziennie (oczywiście nie bananów), mam na działce poziomki, będę miała na pewno od wuja truskawki, zaraz też dojrzeje agrest, później porzeczka, będę też kupować jabłka itd. Ale żeby zupełnie sobie nie wyjałowić organizmu dodam do tego kubek koktajlu białkowego. Oprócz tego pewnie jak zwykle będę piła kawę z mlekiem. Wychodzi około 900 kcal. Ale chodzi przede wszystkim o to, że żeby nie jeść innych rzeczy to chyba muszę je sobie całkowicie zakazać. Zarządzam miesiąc takiej diety. W niedzielę się zważę i będę wtedy mogła dokładnie zobaczyć, ile schudłam na tej diecie. Mam jeszcze jedno pytanie - dotyczące wakacji. Czy była któraś z was może kiedyś w Rumunii? Wybieram się tam na wakacje, jakoś tak sierpień - wrzesień, ale chyba nie znam nikogo, kto by tam był, żeby coś mi opowiedział :P wybaczcie, że mało ostatnio was odwiedzam, ale totalnie nie mam kiedy! na pewno to nadrobię :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)




