Trochę ten post bez ładu i składu - jak mój mózg obecnie.
wtorek, 11 września 2012
148.
Tak strasznie nie mogłam się ogarnąć. Na szczęście nie przytyłam, ale i nie schudłam. Dlaczego piszę dzisiaj? Bo wczoraj był pierwszy całkiem udany dzień - zjadłam mało i jeździłam na rolkach. Dzisiaj normalnie poszłabym na jogę, ale trenerki nie ma i zajęcia będą dopiero w piątek. Postaram się zamiast tego pójść na fitness, pobiegać albo pojeździć na rolkach. Obiecuję, że wieczorem ogarnę wasze blogi, kochane. Bo czytam je obecnie na wyrywki i nie komentuję. Ale to się zmieni. Muszę też zawiązać sobie nową czerwoną niteczkę na nadgarstku, bo stara się zniszczyła. Może jakąś w innym kolorze? Ja i tak będę przecież wiedziała, o co chodzi. Popatrzę po szufladach i może sklecę coś ładniejszego niż sama niteczka. Będę dziś sprzątać przez większość dnia, bo bałagan powoduje u mnie najgorsze odczucia. Nawet myśli samobójcze, kiedy czuję, że nie panuję nad swoim życiem. Chociaż oczywiście bym tego nigdy nie zrobiła - moja religia mi na to nie pozwala. To nawet zabawne - że kiedy mam napad, to jem wszystko nawet nie patrząc na to, co to jest i nie potrafię się pohamować. Ale w piątek nigdy nie zjadłam mięsa, potrafiłam się powstrzymać. To może drobiazg, ale dowodzi jednego - wszystko da się powstrzymać, to zależy tylko od motywacji.
Trochę ten post bez ładu i składu - jak mój mózg obecnie.
Trochę ten post bez ładu i składu - jak mój mózg obecnie.
wtorek, 4 września 2012
147.
Dzisiejszy post już trochę bardziej konstruktywny. Waga z rana 60.1. Równie dobrze mogłoby być milion :P oczywiście mam nowy plan odchudzania, mam nadzieję, że ktokolwiek jeszcze wierzy w to, że tym razem się uda. Mój dzienny limit to od dzisiaj 600 kcal, a drugie tyle postaram się spalać na ćwiczeniach. Oprócz weekendów, bo wtedy nie chodzę na fitness, w weekendy postaram się robić albo głodówki albo jakieś dni oczyszczające, np. sam kefir albo same grapefruity. Jeśli zawalę, to ukarzę się nie idąc na immatrykulację 1 października. Więc nie mogę zawalić. Najpierw chciałam ustalić sobie jakieś minimum kilogramów, które muszę zrzucić, ale tak chyba będzie lepiej. Ponadto przewiduję dla siebie nagrody za zrzucone kg :) Kiedy zobaczę na wadze 58 kg, zamówię sobie sukienkę (oczywiście w najmniejszym rozmiarze, w który jeszcze niedawno się mieściłam :( ), 56 kg - kolejny kolczyk, tym razem chyba przez skos ucha, 54 kg - zmienię kolczyk w pępku na taki śliczny, który kupiłam w Bułgarii, 52 kg, to chyba najzabawniejsza nagroda, ale chcę wtedy jakoś zagadać (może gdzieś zaprosić?) chłopaka, który mi się podoba. A kiedy osiągnę 49, najpóźniej do końca roku i utrzymam je do przyszłego lata, to zrobię sobie drugi tatuaż, już nie mogę się doczekać. Powoli nadrabiam też zaległości na waszych blogach :)
poniedziałek, 3 września 2012
146. powrót i nauczka
Miał być zajebiście pozytywny post po powrocie. Niestety z wyjazdu wyciągnęłam gorzką lekcję. Nigdy, przenigdy dwie rzygające dziewczyny nie powinny jechać razem na wakacje. Przez pierwsze kilka dni było super, na wadze widziałam już 53 kg. A później zaczęłyśmy rozmawiać, co byśmy zjadły. I zaczęłyśmy jeść i wymiotować na zmianę. Każdego następnego dnia obiecywałam sobie, że już tego nie zrobię. Ale trudno było odmówić, kiedy przyjaciółka mówiła o jedzeniu, więc zawaliłam właściwie cały wyjazd. Pod koniec już nawet nie zakładałam za bardzo kostiumu kąpielowego. A na domiar złego po powrocie złapałam jakieś paskudne przeziębienie, więc zamiast iść od razu na fitness i zrzucać te wstrętne kilogramy, leżałam półprzytomna w łóżku i jadłam słodycze. Efektem jest najwyższa waga jaką widziałam od półtora roku, płakać mi się chce, kiedy to piszę. Ważę ponad 60 kg. Nie mogę na siebie patrzeć. Nie mogę przestać myśleć o tym, co straciłam zaczynając jeść i rzygać na wyjeździe. Tak się zastanawiam czasami, czy moja koleżanka nie wie o moim blogu, w końcu też się interesuje taką tematyką. Cóż, jeśli wie i to czyta - to wiedz, że strasznie żałuję, że dałam się namówić na to całe żarcie. Dawno nie czułam się tak strasznie, na domiar złego przestałam się mieścić w sporą część ciuchów. Wróciłam we wtorek, a do tej pory nie miałam siły napisać postu. Wchodziłam na wasze blogi, ale nie miałam siły zostawiać komentarzy. Nie wiem, jak się pozbierać. Bo nawet jeśli teraz uda mi się trzymać dietę, to i tak będę gruba. I to jeszcze bardzo długo. Postaram się was dzisiaj albo jutro poodwiedzać :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



